czwartek, 7 sierpnia 2014

Stan niezasłużonego spoczynku


Zabierałem się za ten wpis długo. Wiem, jak ciężko być szczerym samym ze sobą i jak łatwo o podwójne standardy. Najprościej oszukuje się samego siebie, ale fakty są faktami i ocena jest jedna: 
przechodzę w erpegowy stan spoczynku. 

Gdy jesteśmy dziećmi, no nastolatkami, wydaje nam się jak to nie jest nam łatwo. Ucz się, mówią, baw się, słuchaj starszych, idź na kompromisy, bądź śmiały i koleżeński. Nie graj tyle na komputerze, przeczytaj może jakąś książkę. 

Potem się starzejemy, kompromisy w naszym życiu okazują się nie być takim remedium jak nam obiecano, na zabawę nie ma czasu, a śmiałość zazwyczaj kończy się konfliktem. Granie na komputerze, czy czytanie książek staje się powoli luksusem. Dochodzą jeszcze te ciężkie chwile, po których wręcz nie mamy ochoty się dźwigać. No a jeszcze postaraj się mieć jasne oczekiwania i opinie, no i nie daj bogowie głośnio je wypowiadaj... Z drugiej strony dużo łatwiej być dupkiem, gdy jesteś starszy. 

Z grami RPGie wiążę się kawał mojego życia. Można było nazwać mnie maniakiem. Kupowałem, czytałem, szukałem, ale nade wszystko grałem. Ha, swego czasu gry fabularne były najlepszym tematem do rozmów. Działałem na polterze, gdy nie było to synonimem obciachu modne i nie było parodią poprawności politycznej, poznawałem na forach niezwykłych ludzi. Wielu z phpowych dyskutantów udało mi się poznać na żywo, o jednym mogę śmiało napisać: przyjaciel, o innych kumple.

W słabszych okresach grywałem przynajmniej dwa razy w miesiącu. Dziś mamy sierpień - a ja w tym 2014 roku zagrałem 3 sesje. Kolejną zagram w sobotę, czeka mnie jeszcze kolejny wyjazd RPGowy w październiku. I to chyba tyle na ten rok. To właśnie sobotnia sesja zmotywowała mnie do napisania tego tekstu. Stan, jaki teraz przeżywam, to główny argument, by napisać: 
triki erpegowiec w stanie spoczynku. 
Syndromy: 
krwawią mi oczy, a tyłkiem hebluje po świeżo ściętej sośnie. Tak mi się chcę pisać sesję. 
Pewnie mógłbym siąść na kibel, wziąć kartkę i w 10 minut napisać scenariusz na zasadach, które często spotykam:
  • gracze idą przez las
  • atakują ich Gobliny. Boss będzie jeździł w wilczym rydwanie. 
  • gracze docierają do knajpy
  • dostają quest: na zamku hrabiego źle się dzieje
  • puść klimatyczną muzykę
  • hrabia, by nie stracić swojego jedynego potomka, poprosił czarnoksiężnika, by ten załatwił mu lekarstwo
  • hrabia załatwił lekarstwo - wampira, który przemienił dziedzica w monstrum
  • itd.
  • a, zapomniałem, cały czas pada deszcz i mam zestaw k10 mrocznych opisów.
Ale za bardzo szanuję swoich graczy. Wymagaj od siebie, wymagaj od fabuły, to lekcja którą mocno wpoił mi kolejny zajebisty znajomy. 
Patent, moment w którym gracze mówią: o kur..., niezłe. Czad! 

Kilka razy udało mi się ten moment stworzyć, kilka razy byłem jego świadkiem, kilka razy sam wypowiadałem wyżej wymienione słowa. To dla mnie kwintesencja erpegie.

Teraz siedzę, zamiast szukać patentu, przeglądam strony internetowe, uruchamiam karcianki onlinowe, a jak popatrzę na pustą kartkę robi mi się słabo. Szukam natchnienia, knifu, patentu i po 3 minutach kombinowania, mój mózg wysyła mi sygnał - nie jesteś w pracy, odpuść mi, włącz mi X-COMa i mordujmy kosmitów, albo lepiej - zadzwoń do kumpli i mordujmy zombie na planszy. 

No właśnie - powrót Magii i Miecza nie ruszył mnie w ogóle, a akcja wpłać złotówkę, bo liczymy coś tam, rozśmieszyła mnie jak reklamy z lat 90. Pomimo, że graczem komputerowym dawno już nie mogę się nazwać, stokroć bardziej podjarałem się powrotem Secret Service. Zamiast wypatrywać i szukać nowych erpegów, przeglądać nowe rozwiązania mechaniczne w grach fabularnych, w poczekalni u lekarza, czy w pociągu przeglądam nowości planszówkowe i jaram się rozwiązaniami z tychże gier. Zamiast słuchać kolejnego podcastu o grze indie, w którą łącznie na świecie zagrano 500 razy, subskrybuje Dice Tower, gdzie stary nerd Tom pięknie opowie mi o nowej grze karcianej. Uruchomię Extra Credits i z przyjemnością posłucham o bezsensownych mechanizmach w grach video. Polecam odcinek o iluzorycznych wyborach - przyda się wielu czynnym erpegowcom. 

Chciałbym by wróciła werwa. Nie widzę teraz jednak takiej możliwości. Jak chcę grać w 90% muszę prowadzić. Jak chciałbym wcielić się w BG, granica z wypadków dzielonych na życie dąży do zera. 

Niedawno życie rzuciło mnie do Warszawy. Nawet pięciu sekund nie poświęciłem na szukanie nowej ekipy do grania. Fakt, zagrałem jedną sesję, ale myśl, że na nowo będę musiał integrować się z nerdami, mocno odpychała mnie chęci umieszczenia ogłoszenia na FB. Znów przechodzić przez te same rozmowy: odgrywać, czy rzucać... Rzucać potajemnie, czy nie, wychodzić z graczami, czy nie, pisać listy, czy nie. Bleeeeeeeee......

Jak dla mnie - sesja - to również spotkanie towarzyskie. A wiadomo jak drętwo może być, na sesji, jak przyjdą niezgodne światopoglądowo nerdy-fanatycy lvl 10. 

Handluję moimi podręcznikami, zamieniam je na fajne planszówki, więc za niedługo nie będzie złudzeń. Ale stan spoczynku - to nie odstawienie. Podejrzewam, że do śmierci odpowiem TAK! najlepszej erpegowej ekipie, która cyklicznie spotyka się w agroturystykach, by przez trzy dni mordować potwory w lasach. Może w końcu nie będę musiał prowadzić, tylko jak prawdziwy gracz-leń, przyjechać na gotowe i rozkoszować się myślami: 
O MGie, to wyszło Ci fajnie, a to zrobiłbym inaczej, ba lepiej
A może za jakiś czas zatęsknie...

3 komentarze:

  1. Ta agroturystyka to chyba nie przez erpegi? :)
    A tak to do października, marudo :)

    OdpowiedzUsuń